Mielno - wojna
Wakacje w Mielnie udały się nam tak średnio. Wszystko byłoby w porządku, bo i pogoda nam dopisała i nasz pensjonat
Mielno był wyborem trafionym, ale my jak zwykle tylko się kłóciliśmy. Specjalnie dzieci wysłaliśmy do moich rodziców, byśmy podczas urlopu odpoczęli na maksa i czasu poświęcili więcej dla siebie przede wszystkim. Taka reanimacja naszego związku potrzebna była już od dobrego czasu i myślałem, że tym razem uda mi się przebłagać los i ujarzmić ukochaną kobietę. Związek dwóch koziorożców to jak codzienna wojna i codzienne składanie broni. Tak też i było tym razem. Jeśli noce były dobre, to przynajmniej do południa było wszystko ok, natomiast jeśli popołudnia byliśmy na wojennej ścieżce, to i nocek nie było. Mielno jest naprawdę urocze i w tym się z moją Agatką zgadzałem, ale rozbieżności między nami tyle, że aż dziw, ze w ogóle kiedyś się zdecydowaliśmy na bycie razem. Po każdej wojnie następuje jednak odwilż w stosunkach i dające dużo obojgu przemyślenia. Z Mielna np. przyjechaliśmy z przeświadczeniem, ze to właśnie odmienność naszych charakterów tak nas przyciąga i że właśnie dlatego tak się kochamy.